Cittaslow
Unia Europejska

Czyste powietrze | Sianów - Łazy

Mieszkanie plus

Gminne nieruchomości na sprzedaż i dzierżawy

24-07-2015

Sianowska Przeprawa 2015 - relacja

W sobotę czwartego lipca o godzinie 6.00 rano, teren między osiedlem Słowackiego a działkami ogrodowymi, trwał jeszcze w porannym letargu. Jedynie rozstawione namioty w Bazie Rajdu i kilkuosobowy zespół organizacyjny krzątający się tam, mogły sugerować, że coś się wydarzy. Banery informujące i reklamowe połyskujące w porannym słońcu już z daleka informowały ciekawskich o wydarzeniu. Temperatura rosła wraz z wschodzącym słońcem i nadjeżdżającymi pojazdami zapełniającymi plac wokół bazy. Mimo wielkiej ilości samochodów organizatorzy świetnie sobie radzili i porządek na placu był iście wojskowy. Do godziny 7.00 trwały ostatnie przygotowania, ustawianie startu, odpalanie sekretariatu imprezy. Punktualnie o godzinie 7.00 zaczęły się stawiać pierwsze załogi aby zarejestrować się i pobrać materiały startowe. Około godziny 8 mieliśmy już zarejestrowane ponad połowę załóg a reszta była już na placu i czekała na rejestrację i plombowanie. Wszyscy, chyba nie, bo jeszcze na ostatnią chwilę zjechało kilka załóg, które mimo iż po czasie, jeszcze zarejestrowaliśmy. Ostatecznie w bazie stanęło przed startem 19 quadów i 42 samochody, począwszy od fabrycznych aut terenowych, po wyrafinowane zmoty* wzbudzające podziw swoimi konstrukcjami i nietypowymi rozwiązaniami.  Odprawę i godzinę startu przełożyliśmy o niecałe pół godziny.

W czasie odprawy nakreśliliśmy reguły i zasady imprezy oraz przedstawiliśmy organizatorów i partnerów wspierających. O godzinie 9 z kilkunastoma minutami, na trasę wystartowała pierwsza załoga i zaczęło się.

Start… skwar niemiłosierny, ale nikt prawie tego nie zauważał, adrenalina i koncentracja przed startem nie pozwalały na rozczulanie się nad aurą.

Na trasie roadbooka podczas Sianowskiej Przeprawy znalazły się nowe tereny, które spowodowały, iż powiało świeżością. Uczestnicy na długo zapamiętają trasę obfitującą we wszystkie off- roadowe atrakcje. Był sypki piach z niebotycznymi podjazdami do stempli, trawersy, ulubione błotko, dwa nowe wąwozy w których mogli się spełnić Ci którzy potrzebowali mocnych wrażeń, niewinnie wyglądająca łączka, która była tak podmokła, że większość załóg, kolokwialnie mówiąc wymiękała,                a właśnie tam umiejscowione zostały pieczątki. Na tym trudnym terenie z podziwem obserwowaliśmy załogę Jacka i Sebastiana Matyszczuk i jak zwykle „pod ciśnieniem” załogę Piotr Chodalski i Robert Makarewicz, oni pokazali, że można i tak trzymać. Wszędobylskie quady również świetnie sobie radziły, chociaż oko wytrawnego off-roadowca wyłapało kilku nowo upieczonych, dla nich nasz rajd był niezłą szkołą.

Rewelacyjne rozwiązanie dla nieoczekiwanie sporej grupy w klasie „TURYSTYK” spowodowało, iż przejechanie trasy można było potraktować jak świetną zabawę, ale i nie rezygnować z rywalizacji. Uśmiechnięte dzieciaki towarzyszące swoim rodzicom, były tego dowodem, a organizatorzy zabezpieczając trasę starali się szczególnie, aby właśnie ta grupa bezpiecznie i w dobrych humorach wróciła do bazy. Wspomniane zmoty* ”waga ciężka”, wydawałoby się, że nie ma miejsc gdzie nie mogłyby wjechać, również musiały się poddać, tak załogi jak i sprzęt. Na mecie do której trzeba było dojechać przejeżdżając ok. 60 kilometrów okazało się, że żadna z załóg nie miała kompletu pieczątek, ale niektórym niewiele brakowało. Było trudno, ale zabawa przednia, takie słowa słyszeliśmy od zjeżdżających do bazy. Tu już w spokoju można uzupełnić płyny po ukropie jaki lał się z nieba i pokrzepić pyszną grochówką, której aromat, czuć było jeszcze przed metą rajdu.

Czekając na wyniki można porozmawiać i posłuchać o „rolkach” wywrotkach, utopieniach, awariach urwanych linach wyciągarek i o tym co zrobić aby w następnym rajdzie tego uniknąć.

„Tak trzymać” krzyczeli zwycięzcy wznosząc puchary, nagrody rzeczowe, dyplomy, wyróżnienia, niektóre w ogóle nieoczekiwane i to one sprawiły sporo radości.

Pytania, „kiedy następna taka impreza w Sianowie” podnoszą nas na duchu i świadczą, że wysiłek całego sianowskiego zespołu się opłacał. Sianowska Przeprawa 2015 to już historia, następnym razem również postaramy się mile zaskoczyć uczestników. Do zobaczenia.

                                                                                                                     Marek Jackowski

 

*zmota- od słowa motać (przerabiać) Motanie to najszlachetniejsza rzecz, jaką możemy zrobić dla naszej terenówki. To najwyższy stopień dopasowania samochodu terenowego do jazdy w terenie.

 

Pełna klasyfikacja zawodników znajduje się na stronie stowarzyszenia: www.4x4-sianow.pl